czwartek, sierpień 05, 2010

Solar za darmo

No proszę, miałem odzywać się coraz rzadziej a tymczasem drugi wpis w ciągu tygodnia. Myślę jednak,że temat jest ciekawy. Otóż po tym jak rząd brytyjski wprowadził tzw. feed-in tariff by wesprzeć OZE pojawiły się na rynku firmy oferujące panele PV bez opłat za sprzęt i instalację Również naprawy są za darmo. Czy to żart? Bynajmniej. Biznes plan wygląda następująco. Właściciel domu zleca instalację systemu i korzysta  bezpłatnie z generowanej energii co pozwoli zaoszczędzić ok. 300 funtów rocznie na rachunkach za elektryczność. Firma instalująca natomiast zarabia na wspomnianej już feed-in tariff, która wynosci obecnie 41.3 pensów za kWh.
Postawowym warunkiem jest skierowany na południe, niezacieniony dach. Jest to szczególnie atrakcyjna oferta dla osób mniej zamożnych, które same nie są w stanie zgromadzić odpowiednich środków na instalację systemu a jednocześnie mają odpowiednie warunki. HomeSun zamierza zainwestować miliard funtów a  ISIS Solar planuje ok. 18 000 systemów o mocy 3.3kW.

wtorek, sierpień 03, 2010

Energia słoneczna vs atom

Cisza na moim blogu zostaje przerwana ...choć tylko na chwile. Przygotowania do narodzin pierwszej pociechy musiały wziąć góre nad blogowaniem. Jednak gdy natknałem się na artykuł z NYT: Nuclear Energy Loses Cost Advantage postanowiłem krótko o nim wspomnieć. Tekst opiera się na publikacji prof. Johna O. Blackburna i  Sama Cunninghama. Z przeprowadzonej przez nich analizy (jak się później okazało opracowanej na zlecenie jakiejś organizacji zajmującej się ochrona środowiska) wynika, że koszty energii słonecznej i atomowej zrównały się i wynoszą obecnie 16 centów za kWh. Szacunkowe koszty budowy reaktora wzrosły z 3 mld dol. w 2002 do 10 mld  obecnie. Jednoczesnie koszty w fotowoltaice w dalszym ciągu spadają. Artykuł wspomina też subsydia z jakich korzystały obie technologie - ze 151 mld dol (wyliczenia dla wartości dolara z 1999 r)  wydanych na OZE i atom w latach 1943-1999 aż 96.3% miało być przeznaczone na technologie atomowe. 
Zachęcam do lektury.


piątek, marzec 12, 2010

Peak oil – jaki wpływ może mieć na ciebie?
W dyskusjach na temat peak oil dość często można zaobserwować 2 skrajne podejścia. Pierwsze, charakterystyczne dla szefów koncernów paliwowych (może z wyjątkiem Total) i rządzących z Arabii Saudyjskiej to optymistyczna zapowiedź nieprzerwanych i wystarczających dostaw surowca na następne dekady. Drugie to apokaliptyczna wizja, scenariusz rodem z Mad Maxa w której brak ropy prowadzi do katastrofy światowej gospodarki. Na stronach poświęconych temu problemowi można natknąć się na dyskusje takie jak  - Czy warto przeprowadzić się w inne miejsce ze względu na peak oil? Komentarze obfitują w wyznania typu ‘przeniosłem się do … ponieważ …’ i tu podawane są takie powody jak krótsze dojazdy, własny kawałek ziemi pod uprawę itd. Wygląda na to, że największym pesymistom w tym temacie głód zagląda w oczy. Natrafiłem też na komentarz osoby , która przyznała, że ze względu na Peak Oil przeniosła się z USA do Nowej Zelandii, która jakoby ma lepsze warunki na przetrwanie chudych lat.
Pomimo, że nie sposób przewidzieć wszystkich ewentualności gdyż zmiennych jest wyjątkowo dużo to jednak nie musimy  w tym temacie ‘błądzić po omacku’. Przedsmak peak oil mieliśmy w lecie 2008 gdy cena ropy poszybowała do blisko 150 dolarów za baryłkę. Z trendów jakie zaczęły występować w światowej gospodarce można wysnuć kilka wniosków.
Po pierwsze – peak oil najbardziej zagraża Chinom. Gospodarka tego kraju opiera się na eksporcie, który z kolei uzależniony jest od niskich kosztów transportu. Gdy cena za baryłkę przekroczyła 100 dolarów coraz więcej menedżerów zaczęło dochodzić do wniosku , że przy lawinowo rosnących kosztach transportu i stopniowym wzroście wynagrodzeń produkcja w Państwie Środka przestaje  się opłacać.
Jeśli dodatkowo Chiny zechcą odgrywać większą rolę w światowej gospodarce   to jednym z warunków będzie uwolnienie kursu juana co oznaczałoby jego automatyczny wzrost a tym samym dalsze osłabienie chińskich eksporterów.
W odróżnieniu od innych państw rozwijających się rządzący w Pekinie mają jeszcze jeden poważny problem – jest nim raptownie starzejące się społeczeństwo.  Chiny już teraz mają zbliżony do państw zachodnich odsetek osób powyżej 65 roku życia z tą różnicą, że brak tam w zasadzie powszechnego systemu ubezpieczeń społecznych. Tak więc młodsze pokolenia utrzymujące liczniejszych rodziców nie będą mogły być silnym motorem dla wewnętrznego popytu w takim stopniu jak w Indiach czy Brazylii.
Spadek dzietności występuje również w Indiach. W dwóch stanach spadł już nawet poniżej 2.1 ( 2.1 oznacza utrzymanie populacji na tym samym poziomie) ale nie tak drastycznie jak w narzucających jedno dziecko Chinach. Dodatkowym atutem Indii jest rozwój oparty bardziej na IT, badaniach i usługach typu call centre , które nie ucierpią w skutek rosnących cen ropy.
Świat zachodni już niejednokrotnie przekonał się o tym jak rosnące ceny paliw potrafią doprowadzić do kryzysu niemniej jak już wspomniałem część firm przeniesie swoją produkcję z powrotem do krajów macierzystych choć na bliskości do tychże rynków i powstających miejscach pracy mogą skorzystać też  Meksyk, Europa Środkowa i kraje Maghrebu.
Czy to oznacza, że możemy spać spokojnie? Myślę, że nasz sen nie będzie tak słodki jak byśmy sobie tego życzyli ale raczej nie będzie apokaliptycznym koszmarem jak to bywa zapowiadane na forach dotyczących peak oil. Ropa niewątpliwie jest ważnym surowcem i wzrost ceny odbije się na cenach żywności, kosztach transportu i ogromnej ilości towarów produkowanych na bazie tego surowca. Problemem może więc stać się inflacja i bezrobocie. Niemniej ropa jak każdy inny surowiec podlega prawom rynku i wzrost ceny będzie wpływał na wyhamowanie popytu. Dość obrazowo widać to było w 2008 r. w danych dotyczących sprzedaży samochodów w USA. W miarę wzrostu cen paliw rosła też sprzedaż pojazdów mniejszych i hybrydowych. Spadek cen paliwa odwrócił ten proces i spowodował wzrost sprzedaży SUVów. Ten okres naświetlił wiele przypadków marnotrawstwa paliwa szczególnie w USA gdzie akcyza jest wyjątkowo niska. Bywało, że jabłka zbierane w sadach w stanie Washington transportowano tysiące kilometrów do sortowni w Kalifornii po to by je potem z powrotem zawieźć na północ i wyeksportować do Kanady. Kłopoty zaczęły mieć również duże mleczarnie, które transportowały mleko przez setki kilometrów a do łask zaczęły wracać mniejsze lokalne, które wcześniej zamykano. Coraz więcej osób przyznawało się też w sondażach, że lepiej planuje zakupy by ograniczyć liczbę wyjazdów. Te proste mechanizmy sprawiły, że zanim jeszcze kryzys wybuchł z pełną siłą zużycie ropy w USA zaczęło spadać. Niewątpliwie w przyszłości ogromną rolę będą musiały odegrać nowe technologie choć oprócz OZE na znaczeniu przybierać będzie również rola  gazu. Już dziś w portfelu czołowych firm paliwowych  to nawet 40% obrotów a nowe metody wiercenia pozwolą sięgnąć do złóż niekonwencjonalnych jak słynny ( i kontrowersyjny) już Marcellus. Shale gas o którym tu mowa budzi emocje również w Polsce gdzie wyjątkowo dużo zachodnich firm ubiegało się ostatnio o koncesje widząc w naszym kraju spory potencjał. Te niekonwencjonalne złoża uwięzione w skałach ilastych do niedawna nie budziły zainteresowania jednak nowe technologie umożliwiające m.in. zastosowanie wierceń poziomych i szczelinowania hydraulicznego doprowadziły do całkowitej zmiany geopolityki w odniesieniu do tego surowca. USA stały się ponownie największym producentem gazu na świecie ograniczając import do minimum. W szczególnie kłopotliwej sytuacji znalazły się firmy rosyjskie, które operują w  trudnych warunkach i ponoszą większe koszty. Złoże Sztokman przygotowywane z myślą o rynku amerykańskim zostało uznane za zbyt drogie w eksploatacji  przy dzisiejszych cenach. Twardziej z naszym wschodnim sąsiadem zaczęli też z negocjować Chińczycy, którzy oprócz nowego rurociągu z Turkmenistanu są zasypywani ofertami z Kataru i szukają też gazu u siebie. W Polsce nowy kontrakt z Rosją do roku 2037 plus perspektywa rosnącej produkcji w kraju oznacza sporą nadwyżkę, którą trzeba będzie zagospodarować. Możemy poważniej rozważyć  tańszą w budowie elektrownię na gaz zamiast  atomowej.
Gaz nie jest paliwem tak uniwersalnym jak ropa nie mniej nowe metody eksploatacji (o ile nie okażą się zbyt szkodliwe dla środowiska ) dają nam tzw. ‘breathing space’ do czasu (d)opracowania nowych technologii. Tak więc o ile przesiadka do mniejszego pojazdu może z czasem być nieunikniona o tyle przeprowadzanie się na drugi koniec świata by ulżyć sobie bólów wywołanych przez peak oil póki co graniczy z szaleństwem.

wtorek, listopad 17, 2009

Ukraina vs Rosja


Ciekawy tekst nt. konfliktu o gaz pojawił się ostatnio na Oil Drum. Polecam.

Some predictions on the forthcoming Russian-Ukrainian gas 'crisis'

sobota, listopad 14, 2009

Pieniądze to nie wszystko
Dziś rano natknąłem się na artykuł na temat 15-krotnie większej ilości noworodków przychodzących na świat  z poważnymi wadami systemu nerwowego. Sytuacja ta ma miejsce w mieście Faludża w Iraku gdzie amerykańska armia użyła broni zawierającej biały fosfor. Te dzieci są najmłodszymi ofiarami owczego pędu do zabezpieczenia dostępu do jednego z największych złóż ropy na świecie. Nie sposób uciec od pytań, które praktycznie same się nasuwają. Czy my faktycznie żyjemy w cywilizowanym świecie? Czy można podobnym sytuacjom zapobiec w przyszłości?
Można przytoczyć przykłady z historii jak choćby słynny londyński smog, który w kilka dni zabił tysiące ludzi w 1952 r. Wydarzenie to doprowadziło do zmian legislacyjnych i ograniczenia spalania węgla na tym obszarze. Czy było to kosztowne? Niewątpliwie. Czy ktokolwiek chciałby powrotu do tamtej sytuacji by zaoszczędzić parę pensów. Nie sądze. Wiele się mówi o dążeniu by obniżyć koszty OZE tak by mogły konkurować z paliwami kopalnymi. Wierzę, że nie będziemy musieli długo na to czekać. Czy jednak w ogóle musimy czekać? Jak to ujął jeden z komentatorów na stronie Guardiana bądź Independent społeczeństwo zachodnie jest wbrew artykułom prasowym gotowe  zapłacić odrobinę więcej by w zamian oddychać czystszym powietrzem. Według niemieckiego wice-ministra środowiska rodzina za Odrą za wsparcie OZE płaci za energię o niecałe 2 euro miesięcznie więcej. Dzięki rządowemu wsparciu  powstał jednak przemysł, który zatrudnia ponad 250 tys. ludzi i wnosi miliardy z eksportu. Za 2 funty czy euro można co najwyżej kupić jedno piwo w przyzwoitym pubie. W  UK to byłaby niska cena za rozwój tak kluczowej technologii, większą niezależność energetyczną i nowe miejsca pracy w nowoczesnym sektorze.
Jest jeszcze jeden powód. W kręgach ‘peak oilowców’ od dawna mówiło się, że International Energy Agency mocno zawyża prognozy produkcji ropy (co można łatwo zweryfikować porównując ich prognozy do niższego niż przewidywano wydobycia). Ostatnio jeden z czołowych pracowników agencji przyznał, że działo się to pod presją rządu USA.
Tak więc powodów by wysilić się na więcej niż tylko kosmetyczne zmiany przybywa. Faktyczne zasoby kurczą się nie tylko z powodu rosnącego zapotrzebowanie i wyeksploatowanych złóż ale ze względu na ‘odfałszowanie ‘ poprzednich danych. Czy jesteśmy gotowi wypić jedno piwo mniej?

piątek, listopad 13, 2009

Money, money, money

Ceny konwencjonalnych paneli PV spadają. Czy jednak  mogą konkurować z ogniwami na bazie cienkiego filmu? Zadanie nie wydaje się łatwe zważywszy, że koszty produkcji w First Solar spadły poniżej dolara za Watt. Stosowana przez First Solar i Nanosolar  technologia jest dużo bardziej zmechanizowana co pozwala tym firmom trzymać koszty na wodzy bez konieczności przenoszenia całej produkcji do Azji (choć należy dodać, że owe 0.88/W w przypadku FSLR dotyczy fabryki w Malezji).  Jednak jak pokazuje przykład SunPower, producenta ogniw z krzemu monokrystalicznego, nie wszystko jeszcze przesądzone. W udzielonym niedawno dla Forbes’a wywiadzie szef tej firmy wyjawił źródła ich sukcesów jak i podstawy do optymizmu w najbliższych latach.
Dla niewtajemniczonych SunPower produkuje najbardziej wydajne panele na świecie ( chodzi oczywiście o produkowane masowo systemy domowe i komercyjne a nie te używane w satelitach). W 2003 roku produkowali ogniwa o wydajności ok. 17-18%. Dziś osiągają 22% i liczą, że nie długo przekroczą 23%. Ta różnica może nie wydaje się duża ale jak mówi Thomas Werner przejście z 20 do 22% oznaczało obniżenie kosztów za Watt o 10%. Kolejne cięcia możliwe były dzięki zmniejszeniu zużycia krzemu w produkowanych ogniwach a ten może odpowiadać nawet za 60% kosztów paneli. (te proporcje są ‘ruchomym celem gdyż ceny ogniw i krzemu ulegały ostatnio dużym wahaniom). Było to szczególnie istotne w zeszłym roku gdy ceny krzemu przekroczyły 400 dolarów za kg gdy koszt ich produkcji waha  się w granicach 30-40 dolarów.   
Obecnie cena spadła poniżej 80 dolarów choć koszty uzależnione są od podpisanych w poprzednich latach kontraktów. Jednak zdaniem analityków w r. 2010 możemy oczekiwać dalszych spadków.
SunPower, który obniżył koszty z $3 /W w 2006 do $2/W obecnie liczy,  że zejdzie do $1/W do r. 2014. Dodajmy, że ogniwa za $2/W nie są obecnie na rynku niczym szczególnym nie mniej ich  wydajność przekłada się na krótszy czas instalacji (potrzeba ich mniej) a więc i niższą cenę. Usprawnienie procesu instalacji to zresztą kolejny logiczny krok cięcia kosztów ale na szczegóły trzeba poczekać do przyszłego roku.
Wracając jednak do kosztów krzemu to dobrą wiadomość dla producentów ma Applied Materials. Opracowane przez nich 2 nowe technologie cięcia krzemu pozwolą obniżyc koszty jego produkcji o ponad 27%. Umożliwią one obniżenie zużycia energii o 50%, produkcję cieńszych wafli zużywając tym samym mniej materiału i dwukrotnie  zwiększą prędkość samego procesu.

środa, październik 21, 2009

Idealiści kontra realiści kontra oportuniści
Do Prima Aprilis jeszcze daleko a już wyczytałem, że UE proponuje zredukować emisje CO2 o 95% do 2050 jeśli tylko uda się osiągnąć porozumienie w Kopenhadze (Europe offers to cut emissions 95% by 2050 if deal reached at Copenhagen). Ta dość niezwykła propozycja ma wpłynąć na kraje takie jak Chiny i Indie by te zobowiązały się do konkretnych choć za pewne nie tak drastycznych cięć. Jak jednak EU miała by ten cel osiągnąć pozostaje na razie tajemnicą. Przypominają się tu słowa naszego rodzimego polityka, który stwierdził, że jak SLD powie, że na wierzbie gruszki wyrosną to tak się stanie. Oczywiście i tym razem wierzymy na słowo. Sytuacja ta pokazuje jak rozmowy na temat klimatu stają się coraz bardziej upolitycznione i pozbawione reazlizmu. Stają się nie tylko kartą przetargową ale również PR dla polityków, którzy mogą rzucać słowa na wiatr do woli bo cel wydaje się szczytny a ich już dawno u władzy nie będzie. Ze składanych dziś obietnic nie będzie ich już można rozliczyć więc oczywiście im odleglejszy termin tym lepiej. Przy okazji można odwrócić uwagę od innych palących problemów, którymi wypadalo by się zająć a czasem również ponieść konsekwencje.
Owa frustracja z powodu fiksacji nt emisji nie jest tylko moim syndromem. (wspomniałem o tym trochę w Nie wszystko złoto...). Organizacje zajmujące się ochroną środowiska nie ukrywają, że czują się jakby waliły głową w mur gdy chcą poruszyć z rządem UK jakikolwiek inny temat. Bardziej otwartym 'umysłem' wykazało się  BBC, które opublikowało ostatnio argumenty przeciwników tezy o (znaczącym) wpływie emisji na klimat. Co gorsza jeszcze bardziej otwarty umysł miał znany ekolog i publicysta Lawrence Solomon. Przysiadł się do napisania książki nt globalnego ocieplenia i po wgłębieniu się w materiał przeszedł na stronę 'imperium zła'. Na dodatek część argumentów dla książki The Deniers podsuneli mu niechcący sami członkowie z panelu IPCC. Sam tytuł nawiązuje do podejścia z jakim spotykają się naukowcy którzy poddają w wątpliwość tezy panelu. The deniers jak są pogardliwie określani kojarzy się z Holocaust deniers i sugeruje, że ktokolwiek odrzuca stanowisko IPCC nie tylko jest niemoralny ale zaprzecza niepodważalnej prawdzie. Problem w tym, że zmiany klimatyczne są na tyle skomplikowane, że jeszcze długo naukowcy będą się zmagać by osiągnąć prawdziwy konsensus. Obecny przypomina raczej czasy Galileusza kiedy lepiej się było nie wychylać. Podwaliną nauki stała się w Oświeceniu możliwość poddawania w wątpliwość tez, których nie można potwierdzić empirycznie. Nieprawidłowość wyników kolejnych modeli klimatycznych póki co pozostawia wiele do życzenia więc póki co dyskusja powinna być otwarta. Emocjonalizm i idealizm nic pozytywnego nie wnoszą jeśli zatracimy poczucie realizmu.
To w miniaturze zaprezentowała Hiszpania gdy dała hojniejsze wsparcie dla energii słonecznej niż pochmurne Niemcy. O efektach tej polityki pisał więcej Bogdan Szymański na blogu Solaris więc nie będę się nad tym rozwodził. Przykładów jest jednak znacznie więcej. Kalifornia ze swoim programem Million Solar Roofs nadwyrężyła swoje i tak wątłe finanse. Za te same pieniądze można było uzyskać dużo większy efekt wspierając na początku instalacje na pustyniach, których w tym regionie nie brakuje. Cena domowego systemu w USA to w ponad 40 % koszt montażu. Ze  wsparciem dla miliona dachów można było zaczekać do czasu gdy ceny PV bardziej spadną a póki co 'sięgnąć po niżej wiszący owoc' by zmaksymalizować efekt.
Kolejny przykład to GM, który uzyskał znaczne wsparcie rządu USA pod warunkiem, że opracuje bardziej oszczędne modele. Perłą w koronie miał być oczywiście Volt. Na pomysł zasilania baterii generatorem inżynierowie z GM wpadli kilkadziesiąt lat temu podczas pierwszych prac nad EV1. Używane początkowo baterie były tak słabe, że nie mieli możliwości przetestować innych podzespołów pojazdu - i stąd generator, który umożliwił im niemal stały pobyt na torze próbnym. Volt, który bazuje na tym prostym a jednocześnie eleganckim rozwiązaniu ma jeden banalny mankament. Ponieważ w odróznieniu od przyszłego plug-in Priusa ma mieć więcej baterii jego koszt sięgnie prawdopodobnie 40 tys dolarów. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że będzie sprzedawany pod tanią marką Chevroleta. Tesla np oprócz 'zielonych' konotacji jest też symbolem statusu i bez problemu znajduje nabywców gotowych zapłacić 100 tys dolarów. Volt będzię próba sprzedania supernowoczesnej Dacci ( lub biorąc pod uwagę bankructwo GM powiedzmy Poloneza) w cenie BMW. Potencjalnie świetny samochód jednak reguły rynku mogą okazać się nieubłagane.
Twórcy najbardziej przełomowych technologii jak Gutenberg i Tesla byli wielkimi wizjonerami i choć zmienili bieg historii sami zmarli w ubóstwie. Może to nie tak strasznie pobyć  czasem w towarzystwie księgowych, łyknąć dozę realizmu. Tej geniuszom, wizjonerom, idealistom jak i politykom czasem brakuje. Pomimo radosnego drukowania pieniędzy tu i ówdzie nasze środki są ograniczone i dobre chęci nie zastąpią szerszego spoglądania na świat i rozsądnego ustalania priorytetów. Parafrazując jednego z satyryków: Istnieje życie poza emisjami.